Tour the Albania – IV i V dzień

Dojechaliśmy do miejscowości Koman i dostaliśmy się na statek by odbyć rejs po jeziorze Koman do Fierze. Przepłynęliśmy promem odcinek o długości około 40 km w 3 godziny. Cena za samochód z kierowcą 35 € do tego po 8 € od pasażerów. Widoki były niesamowite, był również lokalny DJ, ale muzyka albańska nie przypadła nam zbytnio do gustu.

Jezioro Koman to zbiornik zalewowy utworzony w latach 60 w ramach największego projektu energetycznego w komunistycznej Albanii. Powstał w środkowym biegu rzeki Driny, gdy wybudowano dwie zapory.

Załadunek samochodów odbywał się w mozolnym tempie, ponieważ musiały być bardzo ciasno zaparkowane.

Po długim rejsie wśród „albańskich fiordów” jechaliśmy do miejsca noclegu na dziko. Okazało się ze kolejna droga po ostrej zimie została rozmyta, namioty rozbiliśmy w ogrodzie pewnej gościnnej albańskiej rodziny. Domek mieli skromny, ale udostępnili nam łazienkę i wodę pitną, namioty i dziesięć terenowych samochodów wjechało na plantację winogron.

Noc była spokojna, ponieważ wszyscy czuliśmy się bezpiecznie wiedząc, że czuwają nad nami nasi albańscy przyjaciele. Rankiem udaliśmy się do parku Lure.

Największą atrakcją parku są jeziora polodowcowe, jest ich kilkanaście. Położone są na wysokości od 1200 do 1500 m n.p.m. Nad brzegiem jeziora rozbiliśmy nasze namioty.

Po kąpieli w jeziorze trzeba było spłukać się wodą pod prowizorycznym prysznicem polowym.

Wieczorem silni mężczyźni przynieśli drewno na ognisko. Były kiełbaski, muzyka i tańce.

Sen nad jeziorem nie był spokojny, ponieważ przyłapano w obozowisku młodych albańczyków, którzy chcieli nas okraść. Do rana było już czuwanie przez mężczyzn nad bezpieczeństwem całej grupy.

Rankiem zaczęła się długa walka z kamienistymi drogami i zepsutym alternatorem.

Na szczęście uczestnicy naszej wyprawy mają super pomysły, jednym z nich było odłączenie alternatora i wymiana akumulatora. Wielu z nas ma ze sobą dużo części zapasowych, my mieliśmy nowy alternator (problem sprawiał brak kluczy do jego wymiany), Piotr miał zapasowy akumulator, który nam pożyczył. Mieliśmy zdolnego mechanika i wielu innych przyjaciół, którzy nam pomagali.

Oberwana droga w parku i kolejny objazd.

Akumulator bez ładowania starczył na 1h 20 minut szybkiej jazdy, po tym czasie druga wymiana na nasz, który ładował się w innym samochodzie. Dojechaliśmy do niewielkiego miasta i do serwisu samochodowego. Albania to kraj mercedesów i land roverów jednak wymiana zamiast jednej godziny przedłużyła się do czterech, czego konsekwencją było kilka innych usterek. Podczas złego podłączenia alternatora straciliśmy min. hamulce. Młodzi mechanicy w Albanii uczą się metodą prób i błędów oraz pomyłek.

Serwisu nie polecam choć usługa wymiany z gestem od nas w stronę „naprawców” wyniosła 25 €. Na plażę w miejscowości Divjake dojechaliśmy około 22.30.

simplelife