Oko Moskwy – Czarnobyl 2

Radarów DUGA 1 i 2 nie można znaleźć na żadnej topograficznej mapie. Sekretny militarny obiekt służył do wczesnego wykrywania pocisków balistycznych z głowicami nuklearnymi, które w czasach zimnej wojny w każdej chwili mogły nadlecieć ze strony Stanów Zjednoczonych.

W 1986 roku wskutek awarii elektrowni czarnobylskiej, promieniowanie jonizujące zniszczyło większość urządzeń elektronicznych. Ostateczne zamknięcie obiektu nastąpiło w sierpniu 1988, gdy okazało się, że z powodu wysokiego promieniowania obiekt nie będzie działać.

Wszystkie anteny radarów DUGA były zbudowane w postaci ściany masztów. Dwa skrajne maszty służyły jako naciągi reflektorów antenowych, a pozostałe, środkowe, służyły jako konstrukcja nośna dipoli.

Radar został zaprojektowany przez Naukowo-Badawczy Instytut Dalekiej Radiołączności, a zbudowany w fabryce maszyn w Dniepropietrowsku. Jego głównym konstruktorem był Franc Kuzminskij.

Radar zbudowany w okolicach miejscowości Mikołajowa skierowany był w stronę wyspy Guam na Pacyfiku, poprzez terytorium Chin.

Instalacja wymagała około 1000 osób obsługi. W rejonie kompleksu zbudowano dla personelu i ich rodzin zamknięte miasteczko Czarnobyl-2.

Sygnał emitowany z radaru zakłócał transmisje innych nadajników. Był dobrze słyszalny w Europie. Krótkofalowcy nazwali ten sygnał rosyjskim dzięciołem z powodu charakterystycznego rytmu przypominającego stukanie dzięcioła.

Wiązka sygnału obejmowała terytorium Stanów Zjednoczonych od północno-wschodniej strony i przebiegała przez biegun północny.

Wykonawcy i pracownicy podpisywali umowy lojalnościowe, ponieważ cały obiekt był ściśle tajny i pilnie strzeżony. 

simplelife

Miasto duchów – Prypeć i Czarnobyl

Cały dzień zajęło nam zwiedzanie strefy zamkniętej na Ukrainie. Dostanie się do strefy wymaga uzyskania specjalnego zezwolenia. O katastrofie elektrowni jądrowej wiedziałam już jak byłam w przedszkolu, podawano nam wtedy smaczne tabletki, dla każdego dziecka codziennie po jednej. Były takie smaczne, że nawet je wykradaliśmy z szafki szkolnej.

Katastrofa miała miejsce 26 kwietnia 1986 roku. Doszło do przegrzania, częściowego stopienia rdzenia reaktora i wybuchu wodoru powstałego w wyniku awarii systemu chłodzenia. Wskutek tego doszło do bezpośredniej emisji do atmosfery i otoczenia elektrowni materiałów radioaktywnych z wnętrza reaktora. Bezpośrednio w wyniku katastrofy zmarło 30 osób, ponad 200 zachorowało na chorobę popromienną, a z otaczających elektrownię terenów w promieniu 30 km ewakuowano ponad 130 tys. ludzi, tworząc zamkniętą strefę ochronną. Pośrednich i długofalowych skutków awarii nie znamy do dziś…().

Masywna betonowa powłoka ochronna reaktora jądrowego nr 4 w Czarnobylu, zbudowana po katastrofie w 1986 w celu zabezpieczenia atmosfery przed promieniowaniem jonizującym. Obecnie jest zasłonięta nowym sarkofagiem, tzw. Arką jej koszt to ok. 1,5 mld euro uzyskanych od 40 państw donatorów. Ale co najważniejsze ma ona wytrzymać co najmniej 100 lat.

Prypeć – miasto należące wówczas do ZSRR powstało w 1970 roku, kiedyś blisko 50 tysięczne miasto, teraz opuszczone. Wybudowano je specjalnie dla pracowników elektrowni i ich rodzin, leży tylko niecałe 4 km od elektrowni.

Zdjęcie hotelu przed katastrofą.

W czasach przed awarią władze stworzyły tam komfortowe warunki do życia rodzinom, z których większość pracowała w pobliskiej elektrowni atomowej.

30 kwietnia 1986 roku po raz pierwszy w wiadomościach TV w Polsce pojawiła się informacja o wybuchu elektrowni.

Mieszkanie w takim nowoczesnym i pokazowym mieście było marzeniem wielu mieszkańców. Wiele rodzin pisało ogłoszenia, że zamienią swoje trzypokojowe mieszkanie nad morzem na jednopokojowe w Prypeci.

Było tutaj kilka szkół, przedszkoli, kawiarni, szpital, dom kultury, basen, kino, teatr, nawet wesołe miasteczko z ogromnym diabelskim kołem. Wszystkie niezbędne instytucje znajdowały się na terenie miasta. Prawdziwe duże i samowystarczalne miasto.

Park maszyn, które pomagały usuwać skutki wybuchu.

Na terenie elektrowni działa stołówka, gdzie podano mam typowy obiad pracownika elektrowni. Obowiązkowo smaczna Ukraińska zupa z kapusty, ale po co ten makaron do kotleta?

Obowiązkowe przejścia przez bramki dozymetryczne, które sprawdzają czy przypadkiem gdzieś się nie skaziliśmy.

Do ewakuacji ludności z Prypeci przystąpiono bardzo późno, 36 godzin po wybuchu. Podstawiono 1125 autobusów, a ludzie mieli dwie godziny na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy. Nie wolno im było zabierać mebli, po kilku tygodniach mogli wrócić jeszcze po pamiątki rodzinne i dokumenty. Potem do miasta weszli likwidatorzy, którzy przez okna wyrzucali meble, sprzęty AGD, RTV…

Samochody mieszkańców zostały zakopane w ziemi.

Teatr

Supermarket

Boisko sportowe

Bloki z tzw. wielkiej płyty.

Czarnobyl

Przedszkole i żłobek w Czarnobylu

Takie naklejki nad wieszakami są do dziś w każdym przedszkolu.

Na kalendarzu możemy sprawdzić w jaki dzień nastąpiła katastrofa tj. sobota.

Napromieniowane  lalki.

Rzeczy są porozwalana, ponieważ likwidatorzy wyrzucali drewniane meble z pomieszczeń i zsypywali je ziemią.

Średnie promieniowanie w normalnym mieście wynosi 15 uR/h. Średnie promieniowanie w strefie waha się pomiędzy 50 a 500 uR/h. Przyjmuje się, że dawka bezpiecznie mała to taka, która nie przekracza 100 mR rocznie.

1 rentgen (R) = 1000 milirentgenów (mR) = 1000000 mikrorentgenów (uR).

Zwierzęta zamieszkujące strefę zamkniętą są zaczipowane.

Wybuch elektrowni zapoczątkował rozpad ZSRR.

Pomnik pierwszych ofiar wybuchu, strażacy dostali wezwanie do ugaszenia pożaru. TYM CO RATOWALI ŚWIAT !

Wizyta w Zonie jest ogromnie pouczającą lekcją dla naszego pokolenia. W przygotowaniu mam również relację z wizyty radaru DUGA.

simplelife

Jazda 4×4 po Ukraińskich bezdrożach

Na Ukrainie jest mnóstwo okazji do jazdy terenowej. Podczas przepraw poznaje się nowych przyjaciół, bo w terenie bez pomocy ciężko jest wydostać się z zasadzki błotnej. Na wyprawę wybrało się dużo fajnych chłopaków chętnych do pomocy.

Przebicie się tą drogą do naszego celu trwało ponad kilka godzin.

Każdy wpadał w tą czarną dziurę, do której napływała woda.

Mam czas zrobić sobie fotkę i wypić kawę.

Czasem lepiej nie omijać kałuży, pobocze bywa bardziej wciągające.

Do odważnych świat należy..

Przed wjazdem do rzeki należy zbadać głębokość, tym razem wody po szyję.

Rzeka, która kradnie tablice rejestracyjne.

Ukraińscy drwale przy pracy, drzewa z wycinki przewożone są z lasu konno.

Czas na obiad w lesie nad jeziorem.

Kiełbasa z ognia lub kociołek z domowymi pulpetami.

Po przejeździe przez rzekę bez snorkela.

A może się wyjedzie…?

Wiejski pojazd.

Nawet w takiej sytuacji chłopaki sobie radzili nie raz.

Typowy wiejski domek.

W samym lesie są też takie magiczne miejsca, gdzie woda pulsuje z głębi ziemi.

Powrót do hotelu o zmroku.

simplelife

Wizyta w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia

Z podróży na Ukrainie przywiozłam wiele zdjęć miejsc i rzeczy, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Po raz pierwszy byłam na terenie Ukraińskiej Zony i wycieczkę będę pamiętać bardzo długo. Pierwszym miejscem, które odwiedzamy po rzekroczeniu kontroli paszportowej jest wieś Zalissia. Widzimy jak przyroda wkracza do miejsc, w których nie mieszka już człowiek.

Większość domów jest wykonanych z drewna z jaskrawo-niebieskimi okiennicami.

Wyobraźmy sobie, że przez ponad 30 lat nie kosimy naszych trawników, nie grabimy liści i nie wycinamy krzaków.

Na zwiedzanie miejsca tej katastrowy najlepiej udać się wczesną wiosną lub jesienią, gdy spadną liście, inaczej nie dałoby się ujżeć pozostałości po zabudowaniach.

Stare, spruchniałe drzewa spadają na dachy i mury opuszczonych domów.

Po ogrodzeniach zostają tylko metalowe elementy furtek.

Mech rośnie wszędzie, niektórzy mówią na niego: radioaktywny mech.

Ten niebieski kolor w połączeniu z białą elewacją bardzo mi się spodobał.

Tak mógłby wyglądać mój trawnik, jeśli przez 31 lat nikt by o niego nie zadbał.

To mroczne miejsce nigdy już nie będzie zamieszkałe przez ludzi.

Nie ma tu elektryczności, a mieszkańcami są tylko dzikie zwierzęta.

Wchodząc do strefy wykluczenia robimy to na własną odpowiedzialność, tutaj wszędzie czyha na nas niewidzialny wróg.

W każdej sekundzie może zawalić się dom, złamać się drzewo, zapaść studzienka…

Na swojej drodze możemy natrafić na niewidzialne i nieodczuwalne, ale zabójcze promieniowanie jonizujące mierzone w μSv.

Koniec części pierwszej, mrocznej, ale mniej strasznej niż zdjęcia porzuconych lalek, butów i masek.

simplelife

Już za miesiąc kolejna wyprawa

Dokładnie za miesiąc udamy się na kolejną wyprawę, będzie to off-roadowe zwiedzanie miejsca katastrofy elektrowni jądrowej. Wyjazd do Czarnobyla będzie bez dzieci, gdyż nadal jest tam promieniowanie niebezpieczne dla dzieci i kobiet w ciąży. Na wyjazd zaprosiły nas tym razem bezdroża4x4 (poniżej fotka z oferty bezdroży).

Po przyjeździe oczywiście uaktualnię wpisy w zakładce „pozytywna szajba” z mnóstwem zdjęć.

simplelife

Słodkie nic-nierobienie !

Rodzinne wakacje zawsze spędzamy na kempingu. Od 16 lat wybieramy to samo miejsce z basenami termalnymi. Przyczepę ciągniemy samochodem przez Słowację do miejscowości Berekfürdő na Wegrzech.

Znajdujemy miejsce w cieniu i rozkładamy przedsionek przyczepy. W przyczepie są cztery miejsca do spania. Jest kuchnia gazowa, łazienka, lodówka, moskitiery, szuflady i szafki. Na kempingu czas zwalnia tak samo jak całe darmowe WiFi.

Każdy zabiera podstawowe wyposażenie biwakowe: krzesła, stolik, czajnik, dodatkowa lodówka na napoje, naczynia, grill i obowiązkowo sznurek do suszenia bielizny i ręczników.

Jeśli ktoś już raz miał okazję być na kempingu w namiocie, przyczepie czy kamperze i poobserwował jak tam spokojnie i w harmonii upływa czas, będzie miał zajawkę na coroczne spędzanie wakacji w ten sposób. Od rana do wieczora odpoczywamy, poznajemy nowych fanów wyjazdów i dzielimy się wrażeniami. Bardzo często podpatrujemy nowe rozwiązania i indywidualne modyfikacje w przyczepach, aby nie zabierać ze sobą niepotrzebnych rzeczy. Bardzo chętnie pomagamy sobie w rozkładaniu i składaniu przedsionków, pożyczamy krzesła na imprezki i częstujemy się przywiezionymi z Polski regionalnymi potrawami. Na kempingu mam dużo czasu wolnego, w obiekcie zamkniętym dzieci są bezpieczne i pod czujnym okiem ratowników. Same chodzą na ulubione baseny, zjeżdżalnie, pływają i strzelają pistoletami na wodę.

Ludzie przyjeżdżają w takie spokojne miejsca by odpocząć i podleczyć się, jeśli mają jakieś dolegliwości. W restauracjach nie jest drogo i dania są smacznie, jeśli najdzie nas ochota na węgierski obiad możemy zamówić z karty w języku polskim. W tym roku za 100 forintów węgierskich (HUF) płaciliśmy 1,47 złotych polskich (PLN).

Będąc na Węgrzech obowiązkowo należy spróbować zupę gulaszową,  warzywno-mięsną z trawą cytrynową i placek drożdżowy” Langos”.

Ulubione piwo Soproni i Tokaji na wieczorne spotkania. Do Polski zawsze przywozimy oczywiście poza winami, ostrą kiełbaskę i kremy paprykowe.

W restauracjach porcje są bardzo duże, żeby jakoś spalić nabyte kalorie wskakujemy do zimnego basenu.

Poza basenami można spacerować brzegiem jeziora, grać w piłkę nożną/plażową oraz zabrać ze sobą przynętę na duużą rybę.

W tym roku pogoda wyjątkowo dopisywała, a komary zostały unieszkodliwione dlatego nad brzegiem jeziora spędzałam chwile z pożyczoną książką.

Kompleks wypoczynkowy nieustannie poszerza swoją ofertę basenów i wód termalnych, nie dbając przy tym o domki do wynajęcia, ale my się tym nie przejmujemy, bo wozimy ze sobą nasz dom na te kilka dni urlopu. Pozdrawiamy wszystkich miłośników i klubowiczów turystyki kamperowej.

simplelife

Piękna Mołdawia

Jadąc drogami asfaltowymi o kiepskiej nawierzchni i drogami szutrowymi zaobserwowaliśmy, że przy drogach są sadzone orzechy włoskie. Ciekawe, czy ktoś zbiera ich owoce, gdy już dojrzałe spadają na ziemię, być może drzewa mają spełniać funkcję ochronną przed słońcem.

Bardzo dużą wagę ludność przywiązuje do swoich studni. Są one zadbane, świeżo malowane w jaskrawe kolory, są zadaszone, ogólnodostępne i zawsze umieszczony jest na nich metalowy kubek. Studnie są darzone szczególną czcią, dostęp do nich jest swobodny, bo nie są zagrodzone płotem.

W Mołdawii panuje moda na kute bramy wjazdowe, najczęściej bardziej zamożniejsi mają bramy w kolorze złota, biedniejsi mają bramy żelazne.

Trzeba przyznać, że niebo w tym pięknym kraju jest bardzo piękne, chmury tworzą bardzo wyraźne baranki.

Bardzo dużo jest upraw kukurydzy, właśnie przy takim polu mieliśmy najlepszy nocleg ever. Położony nad brzegiem Dniestru, po drugiej stronie była już Ukraina.

Obowiązkowe ognisko, czas na integrację, degustację zakupionych win i zabawę.

Jeśli jest ognisko, należy zjeść ziemniaki z żaru, z masełkiem i przyprawami, owinięte w folię aluminiową.

Czas na zwiedzanie pięknych monastyrów wykutych w skałach wapiennych z XIII w. Prawosławni mnisi wykuwając tunele, cele i pomieszczenia klasztorne, szukali odludnych miejsc do modlitwy.

Tipova

Mieszka tutaj jeszcze jeden mnich, kultywuje dawne tradycje, sprzedaje pamiątki, nic nie mówi, ale pokazuje, że przez wejściem należy nałożyć na głowę chustę.

W tych trudnych warunkach mnisi umierali i tutaj zostali pochowani. Do monastyru prowadzą schody, na murach są tabliczki z ostrzeżeniami przed wężami.

Droga prowadzi do kolejnego monastyru w miejscowości Orhei Vechi w zakolu rzeki Raut.

Obowiązkowe zdjęcie krzyża, które pojawia się zawsze w ofercie wycieczek do Mołdawii.

Można zakupić pamiątki i magnesiki z tego miejsca.

Trasa do kolejnego miejsca prowadzi przez błotniste, leśne drogi.

Po takiej trasie można próbować oczyścić koła z błota, by odzyskały przyczepność.

Do miejscowości Olişcani, w rejonie Șoldănești prowadziły drogi wyłożone ogromnymi betonowymi płytami. Wiodły one do gigantycznego radzieckiego bunkra, częściowo rozkradzionego przez złomiarzy i zalanego wodą.

Bunkier złożony jest z dwóch cylindrycznych konstrukcji o średnicy 36 m i głębokości 60 m.

Do roku 1991 znajdowała się tutaj radziecka baza wojskowa, złożona z kilku obiektów.

Jadąc dalej docieramy do miasta Soroki położonego nad rzeką Dniestr, w którym znajduje się potężna twierdza obronna.

Wzniesiona w 1489 roku z rozkazu księcia mołdawskiego Stefana III Wielkiego.

Na szczycie góry zrobiliśmy ostatnie zdjęcie grupowe, potem już tylko zmierzaliśmy ponownie do granicy z Ukrainą. Żegnaj Mołdawio!

simplelife

Szlakiem wina

Odwiedzający Kiszyniów stolicę Mołdawii, delegacje polityków i turyści zawsze przyjeżdżają do największej atrakcji w Mołdawii. Są to 150 kilometrowe podziemne piwnice z największymi kolekcjami win. Skuszeni delegaci i politycy ofertą Cricovii mają możliwość przetrzymywania swojej kolekcji w idealnych warunkach, jeśli kupią wina określonego gatunku i rocznika w ilości min. 30 sztuk i uiszczą opłatę roczną w wysokości 1,5 tyś EUR.

Kolekcje win, którymi szczyci się bogacz czy prezydent z Rosji są pilnie strzeżone. Z win nie można ścierać kurzu i myć butelek, jeśli są w piwnicach. Mycie i oetykietowanie jest wykonane, gdy wina mają znaleźć się u swojego właściciela czy klienta. Nasz rodak ma taką kolekcję w Cricovii.

Winnice zwiedzaliśmy jadąc pojazdami elektrycznymi ubrani w cieplejsze bluzy, ponieważ temperatura w podziemiach sięga nawet 12 st. C, względna wilgotność 85-95%.

Wino leżakuje piwnicach o głębokości 30-85 m w dużych dębowych beczkach do 6 miesięcy, następnie jest wlewane do mniejszych butelek szklanych.

Opisane butelki win umieszcza się na poszczególnych półkach, w tunelach z nazwami ulic i drogowskazami.

Cricovia produkuje wina czerwone i białe: Chardonnay, Sauvignon, Cabernet- Sauvignon, Codru, Dionis, Traminer, Muscat, Merlot, Cahor, różowe, wina musujące i szampany.

Wina na stojaku obracane ręcznie przez pracownice każdego dnia.

W piwnicach wydzielone są sale degustacyjne, kameralne, sale z dużymi stołami i sale mniejsze, w których można zjeść kolację, urządzić spotkanie, imprezę integracyjną i urodziny.

W korytarzach ją liczne zabytki, wozy, wazy, beczki, butelki, stojaki, używane dawniej.

To podziemne miasto magazynowe powstało, gdy ludzie wykuwali z głębi gór wapiennych bloki kamienne jako materiał budowlany. Cały Kiszyniów zbudowano na materiale wydobytym z tego miejsca. W Mołdawii są doskonałe warunki klimatyczne dla uprawy winorośli, a podziemne korytarze to doskonałe warunki do przechowywania win.

Wino produkowana tutaj jest exportowane na cały świat.

Drugą winnicą, którą zwiedziliśmy jest Milestii Mici najstarsze miejsce składowania „świętego napoju”.

Mołdawia z radością przyjmuje odwiedzających turystów, gdyż sprzedaż wina stanowi 20 proc. PKB Mołdawii oraz 30 proc. eksportu tego kraju. Sama piwnica jest tak olbrzymia, że zwiedzaliśmy ją przemieszczając się samochodami, które musieliśmy oczyścić z błota.

Tutejsze korytarze mierzą ponad 200 km, z czego około 60 km jest wykorzystanych jako miejsce dojrzewania i przechowywania wina. Przy wejściu głównym znajduje się imponująca dekoracja z kolorową wodą, czekając na godzinę wjazdu mogliśmy porobić zdjęcia przy fontannie wina.

Złota kolekcja win licząca ponad 1,5 mln  butelek wina została zarejestrowana w 2005 roku w Księdze Rekordów Guinnessa.

„Wszystkie wina są produkowane zgodnie ze ścisłą starą tradycją, są utrzymywane do dojrzewania w cichej i spokojnej atmosferze, wśród pająków i kurzu. W każdej kropli tych napojów poczuje się ogień słońca i wigoru ziemi”.

Po wizycie w winiarniach udaliśmy się do wioski etnicznej Stare Orhei.  Nocleg w domkach wiejskich z ubiegłego stulecia, mogliśmy dotknąć historii i nowoczesnego kompleksu basenowego.

Przywitano nas muzyką, winem, uśmiechem i pysznymi potrawami z naturalnych produktów pochodzenia lokalnego.

Lokalna telewizja zamieściła film z naszym udziałem, niecodziennie bowiem przyjeżdża do nich 11 samochodów terenowych z turystami z Polski.

simplelife

Mołdawskie szlaki kulinarne

Z wizytą w Casa Părintească, gdzie raczyliśmy się regionalnymi potrawami.

Najbardziej popularną potrawą w Mołdawii jest bryndza i zboża w każdej postaci. W szczególności spożywana jest potrawa mamaliga, początkowo zwana jedzeniem dla ubogich. Obecnie produkty kukurydziane stały się elementem codziennych posiłków. W każdym z miejsc witano nas winem podanym w kamionkowych naczyniach.

Naleśniki (palacinta) z bryndzą.

Mamaliga z mięsem, cebulą, serem, okraszona olejem lnianym. Często spożywa się wieprzowinę i wołowinę, ale także pieczonego i grillowanego kurczaka. Mamaligę je się rękoma, nikt nie kroi jej nożem, można to robić nitką.

Mamaliga podawana ze śmietaną i słoniną. Warzywa są podawane na różne sposoby: marynowane i grillowane.

Mołdawska piwnica z marynowanymi warzywami: dynia, papryka, pomidory, ciecierzyca, fasola szparagowa, bakłażany, kalafiory, marchewka, ogórki i grzyby.

Najbardziej znaną zupą jest solanka, rosół i „ciorbă“, czyli kwaśna zupa np. wołowa, kalafiorowa i z żołądków. Często podawano sarmale, to małe porcje ryżu lub kaszy jęczmiennej zawinięte w winorośl lub liście kapusty.

Ciasto francuskie z bryndzą i kapustą na słono, z makiem, dynią lub konfiturą.

Do każdej potrawy podawany jest chleb pieczony z mąki pszennej, do zupy były bułeczki okraszane olejem i świeżo wyciśniętym czosnkiem.

Ciasto wiertucha, to przysmak, którego ciasto zwijane jest w rulon i w takiej formie jest zapiekane. Masy dla takich ciast robi się słone lub niesłone.

Po sytym obiedzie raczyliśmy się herbatką (czaj) z owocami kandyzowanymi. Herbatka z mięty, melisy, rumianku z dodatkiem miodu, kandyzowanymi płatkami róży lub owocami pigwy.

Na stołach widnieje również faszerowana papryka, ryżem, cebulą i mięsem.

W takich miejscach dzieci mogły wspólnie bawić się na podwórku, ganiać za kaczkami i głaskać kotki.

„Mołdawskie Szlaki Kulinarne: mikroinfrastruktura, promocja, rejestracja”, które mieliśmy okazję zwiedzić, realizowane są przez Fundację Polityki Rozwojowej w roku 2016. Jego realizacja możliwa jest dzięki wsparciu polskiego MSZ ze środków programu Polska Pomoc Rozwojowa 2016 oraz współpracy z partnerami: Ecological Movement of Moldova, Casa Părintească oraz Lokalną Grupą Działania „Vistula Terra Culmensis – Rozwój przez Tradycję” ze Stolna.

Więcej o winach i zwiedzaniu piwnic z mołdawskimi winami: czerwonymi, różowymi, białymi i szampanami napiszę w osobnym wpisie.

simplelife

Moldova – Mołdawia

Mołdawia wita nas starymi kolorowo ozdobionymi budynkami.

Mieszkańcy miast i wsi witają nas życzliwie i machają do nas serdecznie. Ciekawe jest rozwiązanie z instalacją gazową w Mołdawii, na pewno tańsze niż u nas, ale czy bezpieczne?

Paliwo o wiele tańsze niż w Polsce i na Ukrainie.

Na miejsce noclegu dotarliśmy bardzo późno. Gdy dorośli rozkładają namioty i rozpalają ognisko, dzieci mogą grać w piłkę.

Namioty Quechua 2 sec. easy 2 są świetne, szybko się rozkładają i łatwo je złożyć.

Wczesnym rankiem odjeżdżamy z miejsca naszego pierwszego biwaku i jedziemy na off road.

Trzeba zachować bezpieczną odległość od innych pojazdów, aby była lepsza widoczność, gdy unosi się kurz z piaskiem i kamieniami.

Przejazd po błotnistej drodze.

Tudzież zaorane hakiem pole.

Przeszkody do pokonania.

Przez góry i pagórki, rzeki i brody dotarliśmy do miejsca posiłku w klimatycznym wiejskim miejscu.

simplelife