Macedonia – na autostradzie do Skopje

Na odcinku autostrady łączącym Skopje i Kumanowo zaliczyliśmy awarię samochodu. Pozostało holowanie do najbliższego miasta, zapłata policjantowi za złamanie przepisów i wizyta w serwisie samochodowym.

Zasuszony albański gapowicz

Mechanicy bardzo chcieli na pomóc, niestety nie potrafili rozmontować zepsutego łożyska. Dodatkowo pojawił się problem z komunikacją z nimi, na szczęście na ulicę podjechały mieszkające tam dziewczyny. Przekazały nam informację od mechaników, że nie mają sprzętu i części na wymianę, a takie dostaniemy w stolicy. Pozostało nam zaufać im i przejechać lawetą do Skopje. Za transport zapłaciliśmy 55 Euro, ale 50 Euro dostaliśmy w prezencie od ojca dziewczyn. W Skopje czekał na nas mechanik, który obiecał, że na następny dzień na godzinę 12.00 samochód będzie gotowy. Zawiózł nas do hotelu Continental, hotel był zapełniony drużynami piłki ręcznej, ale mechanik załatwił nam nocleg w ekonomicznej części hotelu.

Widok z siódmego piętra w hotelu.

Kolacji w holetu Continental nie zapomnimy, ale trzeba będzie się jeszcze wybrać do tego miejsca by zjeść najpyszniejszego macedońskiego burgera z serem. Rankiem po śniadaniu uprzejma recepcjonistka zamówiła nam taksówkę do centrum Skopje. Jadąc w taksówce kierowca wspominał, że mają wiele pomników i faktycznie miał rację.

Wokół placu stoi wiele pomników nawiązujących do odległej historii (m.in. monumentalny pomnik Aleksandra Macedońskiego, cesarza Justyniana I, Filipa II, a nawet replika paryskiego Łuku Triumfalnego) prowadzone są również prace renowacyjne starszych konstrukcji.

Obecnie w centrum miasta przy głównym placu trwa budowa nowego centrum rządowo – kulturalnego. Nad rzeką Wardar wznoszone są nowe budynki (m.in. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Muzeum Archeologiczne), niekiedy nawiązujące do starych obiektów, stojących w tym miejscu do czasu trzęsienia ziemi. Wardar dzieli miasto na dwie części. Po przejściu wiaduktem z części bardziej reprezentacyjnej tj. z Placu Macedonia, docieramy do części zamieszkałej przez muzułmanów i mniejszość albańską. Są tutaj zachowane stare tureckie kramy, łaźnie, największy w Skopje bazar, knajpy, zapachy i zaułki z innej, orientalnej części świata. Stara część miasta to królestwo podróbek i tombaku.

Naprawa kosztowała 150 Euro, problemów z ustaleniem szczegółów nie było, ponieważ mechanik miał kolegę w Polsce i nasz  język był dla niego prosty. Zresztą w Macedonii prędzej rozumieją po polsku, niż po angielsku, ponieważ Macedonię odwiedza więcej turystów z Europy. Około 14.00 wyjechaliśmy ze stolicy w kierunku Serbii, następnie na Węgry i do domu.

Gdy dostaliśmy 50 Euro na pokrycie kosztów transportu lawetą, wzięłam numer telefonu od państwa Ramadani. Po powrocie skontaktowałam się z nimi, by podziękować za pomoc i przekazać, że dotarliśmy do domu. Aena napisała: „We wanted to help you, because we were in this situation as well”. Wysłałam dla nich upominek z Polski: karafkę z Krośnieńskich Hut Szkła i filiżanki z Bolesławca. W całej tej sytuacji chodziło o to, że gdy ktoś oferuje ci pomoc materialną lub rzeczową, nawet jeśli jej nie potrzebujesz, nie wypada odmówić, bo go to urazi. Zatem wzięłam podarowane pieniądze. Dzięki takim przygodom mamy nowych przyjaciół, którzy zapraszają nas do swojego domu w Macedonii i Szwajcarii. W naszym wiejskim domku również zostaną ugoszczeni.

Pozdrawia ekipa landusia..

simplelife

Tour the Albania – Durres

Durres to jedno z najstarszych miast w Albanii, drugie pod względem liczby ludności i główny port kraju.

Na kolację zamówiliśmy świeżo złowione ryby, były pyszne.

W Durres nocowaliśmy w Vila Belvedere za dwie noce w hotelu zapłaciliśmy 165 Euro. Obsługa w hotelu była bardzo miła, obiady z karty były przepyszne. Polecam spaghetti carbonara i spaghetti z owocami morza, nawet dzieci się do nich przekonały. Rankiem zwiedziliśmy centrum Durres i zakupiliśmy pamiątki.

Meczet

Pomnik partyzanta

Mury miejskie, wieżę wenecką, teatr im. Aleksandra Moisiu..

Forum rzymskie, teatr.

Po odpoczynku w Durres wyjechaliśmy do Macedonii. Do Skopje dotarliśmy wieczorem.

simplelife

Tour the Albania – VI i VII dzień

Na plażę w miejscowości Divjake dojechaliśmy przed północą, dobrze że zdążyliśmy przyjechać na noc, ponieważ cała grupa czekała na nas z przyjęciem niespodzianką.

Były dekoracje, tort urodzinowy, świeczki, życzenia i prezent. Wszystko trzymane było w tajemnicy, a cały wystój wymagał dużo pracy i inwencji twórczej moich przyjaciół.

Po imprezie rozłożyliśmy namioty, rankiem odkryliśmy kilka żarcików jakie przygotowały dla nas offroadowe chochliki.

Podczas snu na plaży kilka samochodów w jakiś sposób zakopało się w piasku!

Niezastąpione w odkopywaniu kół są dzieci.

Rankiem udaliśmy się do miasta Gramsh, wioząc w kieszeniach mnóstwo piasku i muszelek.

Przywitano nas uroczystą kolacją rankiem mieliśmy wyruszyć korytem rzeki do Bogove i na Górę Tomorri. Przez całą noc padał deszcz i poziom wody w rzekach znacznie się podwyższył. Postanowiliśmy kolejne dni spędzić na plaży w Durres.

simplelife

Tour the Albania – IV i V dzień

Dojechaliśmy do miejscowości Koman i dostaliśmy się na statek by odbyć rejs po jeziorze Koman do Fierze. Przepłynęliśmy promem odcinek o długości około 40 km w 3 godziny. Cena za samochód z kierowcą 35 € do tego po 8 € od pasażerów. Widoki były niesamowite, był również lokalny DJ, ale muzyka albańska nie przypadła nam zbytnio do gustu.

Jezioro Koman to zbiornik zalewowy utworzony w latach 60 w ramach największego projektu energetycznego w komunistycznej Albanii. Powstał w środkowym biegu rzeki Driny, gdy wybudowano dwie zapory.

Załadunek samochodów odbywał się w mozolnym tempie, ponieważ musiały być bardzo ciasno zaparkowane.

Po długim rejsie wśród „albańskich fiordów” jechaliśmy do miejsca noclegu na dziko. Okazało się ze kolejna droga po ostrej zimie została rozmyta, namioty rozbiliśmy w ogrodzie pewnej gościnnej albańskiej rodziny. Domek mieli skromny, ale udostępnili nam łazienkę i wodę pitną, namioty i dziesięć terenowych samochodów wjechało na plantację winogron.

Noc była spokojna, ponieważ wszyscy czuliśmy się bezpiecznie wiedząc, że czuwają nad nami nasi albańscy przyjaciele. Rankiem udaliśmy się do parku Lure.

Największą atrakcją parku są jeziora polodowcowe, jest ich kilkanaście. Położone są na wysokości od 1200 do 1500 m n.p.m. Nad brzegiem jeziora rozbiliśmy nasze namioty.

Po kąpieli w jeziorze trzeba było spłukać się wodą pod prowizorycznym prysznicem polowym.

Wieczorem silni mężczyźni przynieśli drewno na ognisko. Były kiełbaski, muzyka i tańce.

Sen nad jeziorem nie był spokojny, ponieważ przyłapano w obozowisku młodych albańczyków, którzy chcieli nas okraść. Do rana było już czuwanie przez mężczyzn nad bezpieczeństwem całej grupy.

Rankiem zaczęła się długa walka z kamienistymi drogami i zepsutym alternatorem.

Na szczęście uczestnicy naszej wyprawy mają super pomysły, jednym z nich było odłączenie alternatora i wymiana akumulatora. Wielu z nas ma ze sobą dużo części zapasowych, my mieliśmy nowy alternator (problem sprawiał brak kluczy do jego wymiany), Piotr miał zapasowy akumulator, który nam pożyczył. Mieliśmy zdolnego mechanika i wielu innych przyjaciół, którzy nam pomagali.

Oberwana droga w parku i kolejny objazd.

Akumulator bez ładowania starczył na 1h 20 minut szybkiej jazdy, po tym czasie druga wymiana na nasz, który ładował się w innym samochodzie. Dojechaliśmy do niewielkiego miasta i do serwisu samochodowego. Albania to kraj mercedesów i land roverów jednak wymiana zamiast jednej godziny przedłużyła się do czterech, czego konsekwencją było kilka innych usterek. Podczas złego podłączenia alternatora straciliśmy min. hamulce. Młodzi mechanicy w Albanii uczą się metodą prób i błędów oraz pomyłek.

Serwisu nie polecam choć usługa wymiany z gestem od nas w stronę „naprawców” wyniosła 25 €. Na plażę w miejscowości Divjake dojechaliśmy około 22.30.

simplelife

Tour the Albania – III dzień

Chętnych do pływania i opalania nie brakowało.

Wspinaczka po skałach do wodospadu była bardzo niebezpieczna.

Po kąpieli w zimnej górskiej wodzie czas na obiad w terenie. Nie łatwa to sprawa, gdyż wieje wiatr i przylatują osy zwabione aromatem domowego obiadu.

Metalowe talerze i miseczki zakupione w Warehouse Mountain zdały egzamin z użyteczności, estetyki, łatwości utrzymania ich w czystości i wytrzymałości, z czystym sercem mogę polecić ich zakup.

Po obiedzie udaliśmy się na miejsce następnego noclegu nad jeziorem Szkoderskim, leżącym na granicy pomiędzy Albanią i Czarnogórą. Przy okazji tankowania samochodów i robienia zakupów można było spróbować mięska z rożna.

A jeśli ktoś zatęsknił za jedzeniem z Polski, w sklepie znaleźliśmy kilka rodzimych produktów.

Nocleg na campingu „Lake Shkodra Resort” pod namiotem kosztował 21 €. Nalaliśmy do zbiorników wodę pitną, zakupiliśmy miejscowy chleb za 1 €.

Kąpiel w jeziorze była bardzo przyjemna, ponieważ woda była bardzo ciepła. Camping był bardzo dobrze zorganizowany, czyste toalety, prysznice, miejsce do umycia naczyń, dobra restauracja i obsługa w recepcji znająca dużo słów po polsku. To dobre miejsce na przyjazd z rodziną na dłużej pod namiot albo do wynajętego domku.

Na campingu zrobiłam pranie, niestety nie zdążyłam go wysuszyć, pozostało suszenie w samochodzie w drodze do Koman.

simplelife

Tour the Albania – II dzień

Dojazd do wioski Theth położonej w Górach Północnalbańskich na nocleg na Campingu u jednego z mieszkańców wioski.

W wiosce nie ma typowych atrakcji dla turystów, jednak jest głównym ośrodkiem turystyki górskiej w Albanii ze względu na położone koło niej góry oraz atrakcje przyrodnicze dookoła. Gdy przyjechaliśmy do wioski częściowo asfaltową drogą z licznymi mijankami z busami okazało się, że nie możemy otworzyć bagażnika. Na szczęście nie mamy go aż tak zabudowanego i po wyciągnięciu bagaży mogłam go otworzyć przeciskając się pod żelazną kratką od środka. Jaka była nasza radość, że wreszcie możemy się ulokować w wynajętym pokoju na poddaszu.

Po kolacji wybraliśmy się na spacer nad górską rzekę, ulubiona zabawa chłopaków to rzucanie kamieniami i budowa zapór.

Kolor rzeki jet niesamowity, dzieje się tak za sprawą kamieni leżących na jej dnie.

Kościół w Theth z końca XIXw.

Ogrodzenia z patyków i kopy siana, udeptywane coraz wyżej przy pomocy drabiny.

Mieszkanka Theth, która od urodzenia mieszka górach, warunki do życia są tutaj bardzo trudne szczególnie zimą, gdy drogi są nieprzejezdne. Mieszkańcy muszą być samowystarczalni jeść to co wyhodują i wytworzą sami.

Czy koziołki zasłużyły na smakołyk?

Zacięta walka trwała kilka minut.

Do Theth znają ścieżki trekkingowcy i zapaleni górscy piechurzy, którzy mogą skorzystać z gościnności Albańczyków. Młodzież z wioski Theth wie już jak zarobić na turystach, nauczyli się angielskiego w stopniu komunikatywnym, zakładają Facebooka, a na końcach ścieżek przy głównych atrakcjach sprzedają schłodzone napoje w walucie Euro.

W wiosce jest również kamienna wieża odosobnień – miejsce gdzie ukrywali się przed krwawą, rodową zemstą sprawcy przestępstw. Gjakmarrja – czyli albańska wersja wendetty była praktykowana w tych stronach od czasów plemiennych nawet do końca XX w. Zgodnie z jej zasadą w przypadku zabójstwa, zranienia lub znieważenia członka rodziny obowiązywało prawo zemsty, tym bardziej okrutne, ze mogło dosięgnąć dowolnego członka rodziny sprawcy. W obawie przed krwawym odwetem w wieży odosobnień ukrywali się wszyscy męscy członkowie rodu.

Następnym punktem wyprawy była godzinna wspinaczka do górskiego wodospadu.

simplelife

Tour the Albania – I dzień

Albania jest w 75% krajem górzystym dlatego przez 7 dni wędrowaliśmy po górach. Niewielki procent kraju zajmują niziny położone nad morzem, dlatego 3 dni offroadowej przygody 4×4 postanowiliśmy odpocząć nad Morzem Adriatyckim.

Samochód zapakowany, baniaki z wodą pełne, dach wypełniony po brzegi, wyjazd o godzinie 8.00 w kierunku Barwinka.

Pierwszy nocleg na trasie Polska – Albania mieliśmy w Chorwacji. Następnie w Czarnogórze w miejscowości Vusanje. Nocleg w domku kosztował 54 Euro, obsługa campingu „Eko Katun Rosi” przywitała nas miejscowym trunkiem, oczywiście był to domowej roboty mocny alkohol. Cena za nocleg zawierała śniadanie, a obsługa cały czas zadawała pytanie: is everything OK? widać bardzo im zależało na pozytywnej ocenie odwiedzających. Za nocleg pod namiotem na Campingu pobierana była opłata 10 Euro.

Rankiem przekroczyliśmy granicę z Czarnogóry do Albanii.

Góry Przeklęte tzw. Alpy Albańskie.

W pierwszym dniu docieramy do punktu widokowego.

Dotarliśmy na szczyt malowniczo wijącej się drogi.

Nie każdy punkt widokowy przynosi same przyjemne doznania.

Pierwsze tankowanie na stacji w Albanii i możliwość kupienia miejscowego przysmaku sporządzanego „nie wiadomo kiedy” – chętnych wśród nas – brak!.

„Prosty” manewr mijania w górach !

Kierujemy się do wioski Theth, wsi położonej w Parku Narodowym Thethit na wysokości około 700 m n.p.m.

simplelife

Alpaki – nie tylko wełna…

Alpaki to ssaki z rodziny wielbłądowatych. Są hodowane na zboczach Andów w Ekwadorze, Boliwii, Peru i Chile na wysokościach od 4000-4700 m.n.p.m. Z natury są bardzo inteligentnymi zwierzętami, szybko się oswajają i reagują na imię.

Występują dwie rasy alpak Huacaya i Suri.

Huacaya stanowią 95 % alpak w Polsce, które są najbardziej znane ze swojej puszystości w świecie zwierząt. Około 5% alpak stanowi podgatunek nazwany Suri. Są to rzadkie i ekskluzywne zwierzęta w hodowli. Suri mają wiszące zakręcone kosmyki jak owce gatunku Wensleydale, które poruszają się jak zasłony dmuchane na wietrze kiedy biegną po wybiegu. Suri wytwarzają najcenniejsze runo, które jest bardzo gładkie, jedwabiste, lśniące i chłodne w dotyku.

W przeciwieństwie do owiec runo alpaka nie zawiera lanoliny. Również w porównaniu do wełny owczej, wełna alpaki jest 8-krotnie cieplejsza. Z około 50% uzyskanego runa produkuje się najwyższej jakości włókna: koce, poduszki, swetry, rękawiczki, szale, maskotki, czapki..

Włókno alpak jest miękkie, delikatne i lśniące
– jest ciepłe i lekkie do noszenia,
– jest jednym z najsilniejszych naturalnych włókien drugi co do jedwabiu,
– włókno alpaka jest luksusowym produktem hodowli.

Alpaki  są wykorzystywane w alpakoterapii. To dziedzina zooterapii wspomagająca rehabilitację ruchową oraz umysłową osób niepełnosprawnych poprzez działania terapeutyczne oparte na kontakcie z alpakami.

Działania te służą poprawie samopoczucia człowieka w różnych sferach: emocjonalnej, fizycznej, poznawczej i społecznej.

Poprzez zabawy, przytulanie, głaskanie, dzieci rozluźniają się, otwierają, są radosne i uśmiechnięte.

Dzięki zajęciom ze zwierzętami dzieci są odważniejsze, oswajają się z tym co miękkie, twarde, mokre czy suche, uczą się panowania nad ciałem.

Bardzo istotnym elementem jest również ruch, tego typu zajęcia poprawiają motorykę.

Pogodne alpaki poprawiają także samopoczucie, zarówno dzieciom jak i opiekunom.

Żegnamy alpaki, będziemy je odwiedzać i przynosić więcej pysznej marchewki.

simplelife

Herbatka z kwiatów lipy

Kwiaty lipy zerwałam w ostatniej chwili, drzewo wypatrzyłam u sąsiadki. W tym roku lipa zakwitła na początku czerwca, czyli o miesiąc wcześniej niż w poprzednich latach. Cały tydzień pada deszcz, więc lipę muszę suszyć w domu. W zamian za to w całym domu unosi się piękny miodowy zapach. Wysuszone kwiaty lipy przechowuję w papierowych torebkach lub szczelnie zamkniętych słojach.

Herbatka z kwiatów lipy działa dobroczynnie na zdrowie. Kwiatostany zawierają: flawonoidy, garbniki, terpeny, fitosterole, pektyny, olejek eteryczny, kwasy organiczne, sole mineralne, witaminę C oraz witaminę PP. Sporządzone napary z kwiatów lipy mają właściwości przeciwzapalne, osłaniające, odkażające, wykrztuśne, pobudzające wydzielanie soku żołądkowego i uspokajające. Napar łagodzi kaszel i ból gardła, dlatego sięgamy po nią w czasie przeziębień i grypy. Picie naparu chroni błony śluzowe przewodu pokarmowego, pobudza wydzielanie soku żołądkowego, dzięki temu poprawia trawienie i przyswajanie pokarmów. Herbatkę parzymy 10 minut pod przykryciem, można dodać odrobinę cukru lub miodu. Herbatka ma bardzo przyjemny zapach i delikatny smak. Lipa drobnolistna kwitnie dwa tygodnie później niż szerokolistna, dlatego jest jeszcze szansa na zerwanie lipowych kwiatów.

simplelife

Najlepsze prezenty do domu

Unikatowe naczynia kamionkowe malowane przez artystów z  Bolesławca za pomocą stempla i pędzla.

Moim zdaniem najpiękniejsza ozdoba w kuchni, trafiony prezent do stylowego domu i inwestycja na lata.

Miseczki, filiżanki o pojemności 0,2 i 0,3 ml.

Zegary na talerzach wiszące w kuchni.

simplelife