Tour the Albania – VI i VII dzień

Na plażę w miejscowości Divjake dojechaliśmy przed północą, dobrze że zdążyliśmy przyjechać na noc, ponieważ cała grupa czekała na nas z przyjęciem niespodzianką.

Były dekoracje, tort urodzinowy, świeczki, życzenia i prezent. Wszystko trzymane było w tajemnicy, a cały wystój wymagał dużo pracy i inwencji twórczej moich przyjaciół.

Po imprezie rozłożyliśmy namioty, rankiem odkryliśmy kilka żarcików jakie przygotowały dla nas offroadowe chochliki.

Podczas snu na plaży kilka samochodów w jakiś sposób zakopało się w piasku!

Niezastąpione w odkopywaniu kół są dzieci.

Rankiem udaliśmy się do miasta Gramsh, wioząc w kieszeniach mnóstwo piasku i muszelek.

Przywitano nas uroczystą kolacją rankiem mieliśmy wyruszyć korytem rzeki do Bogove i na Górę Tomorri. Przez całą noc padał deszcz i poziom wody w rzekach znacznie się podwyższył. Postanowiliśmy kolejne dni spędzić na plaży w Durres.

simplelife

Tour the Albania – IV i V dzień

Dojechaliśmy do miejscowości Koman i dostaliśmy się na statek by odbyć rejs po jeziorze Koman do Fierze. Przepłynęliśmy promem odcinek o długości około 40 km w 3 godziny. Cena za samochód z kierowcą 35 € do tego po 8 € od pasażerów. Widoki były niesamowite, był również lokalny DJ, ale muzyka albańska nie przypadła nam zbytnio do gustu.

Jezioro Koman to zbiornik zalewowy utworzony w latach 60 w ramach największego projektu energetycznego w komunistycznej Albanii. Powstał w środkowym biegu rzeki Driny, gdy wybudowano dwie zapory.

Załadunek samochodów odbywał się w mozolnym tempie, ponieważ musiały być bardzo ciasno zaparkowane.

Po długim rejsie wśród „albańskich fiordów” jechaliśmy do miejsca noclegu na dziko. Okazało się ze kolejna droga po ostrej zimie została rozmyta, namioty rozbiliśmy w ogrodzie pewnej gościnnej albańskiej rodziny. Domek mieli skromny, ale udostępnili nam łazienkę i wodę pitną, namioty i dziesięć terenowych samochodów wjechało na plantację winogron.

Noc była spokojna, ponieważ wszyscy czuliśmy się bezpiecznie wiedząc, że czuwają nad nami nasi albańscy przyjaciele. Rankiem udaliśmy się do parku Lure.

Największą atrakcją parku są jeziora polodowcowe, jest ich kilkanaście. Położone są na wysokości od 1200 do 1500 m n.p.m. Nad brzegiem jeziora rozbiliśmy nasze namioty.

Po kąpieli w jeziorze trzeba było spłukać się wodą pod prowizorycznym prysznicem polowym.

Wieczorem silni mężczyźni przynieśli drewno na ognisko. Były kiełbaski, muzyka i tańce.

Sen nad jeziorem nie był spokojny, ponieważ przyłapano w obozowisku młodych albańczyków, którzy chcieli nas okraść. Do rana było już czuwanie przez mężczyzn nad bezpieczeństwem całej grupy.

Rankiem zaczęła się długa walka z kamienistymi drogami i zepsutym alternatorem.

Na szczęście uczestnicy naszej wyprawy mają super pomysły, jednym z nich było odłączenie alternatora i wymiana akumulatora. Wielu z nas ma ze sobą dużo części zapasowych, my mieliśmy nowy alternator (problem sprawiał brak kluczy do jego wymiany), Piotr miał zapasowy akumulator, który nam pożyczył. Mieliśmy zdolnego mechanika i wielu innych przyjaciół, którzy nam pomagali.

Oberwana droga w parku i kolejny objazd.

Akumulator bez ładowania starczył na 1h 20 minut szybkiej jazdy, po tym czasie druga wymiana na nasz, który ładował się w innym samochodzie. Dojechaliśmy do niewielkiego miasta i do serwisu samochodowego. Albania to kraj mercedesów i land roverów jednak wymiana zamiast jednej godziny przedłużyła się do czterech, czego konsekwencją było kilka innych usterek. Podczas złego podłączenia alternatora straciliśmy min. hamulce. Młodzi mechanicy w Albanii uczą się metodą prób i błędów oraz pomyłek.

Serwisu nie polecam choć usługa wymiany z gestem od nas w stronę „naprawców” wyniosła 25 €. Na plażę w miejscowości Divjake dojechaliśmy około 22.30.

simplelife

Tour the Albania – III dzień

Chętnych do pływania i opalania nie brakowało.

Wspinaczka po skałach do wodospadu była bardzo niebezpieczna.

Po kąpieli w zimnej górskiej wodzie czas na obiad w terenie. Nie łatwa to sprawa, gdyż wieje wiatr i przylatują osy zwabione aromatem domowego obiadu.

Metalowe talerze i miseczki zakupione w Warehouse Mountain zdały egzamin z użyteczności, estetyki, łatwości utrzymania ich w czystości i wytrzymałości, z czystym sercem mogę polecić ich zakup.

Po obiedzie udaliśmy się na miejsce następnego noclegu nad jeziorem Szkoderskim, leżącym na granicy pomiędzy Albanią i Czarnogórą. Przy okazji tankowania samochodów i robienia zakupów można było spróbować mięska z rożna.

A jeśli ktoś zatęsknił za jedzeniem z Polski, w sklepie znaleźliśmy kilka rodzimych produktów.

Nocleg na campingu „Lake Shkodra Resort” pod namiotem kosztował 21 €. Nalaliśmy do zbiorników wodę pitną, zakupiliśmy miejscowy chleb za 1 €.

Kąpiel w jeziorze była bardzo przyjemna, ponieważ woda była bardzo ciepła. Camping był bardzo dobrze zorganizowany, czyste toalety, prysznice, miejsce do umycia naczyń, dobra restauracja i obsługa w recepcji znająca dużo słów po polsku. To dobre miejsce na przyjazd z rodziną na dłużej pod namiot albo do wynajętego domku.

Na campingu zrobiłam pranie, niestety nie zdążyłam go wysuszyć, pozostało suszenie w samochodzie w drodze do Koman.

simplelife

Tour the Albania – II dzień

Dojazd do wioski Theth położonej w Górach Północnalbańskich na nocleg na Campingu u jednego z mieszkańców wioski.

W wiosce nie ma typowych atrakcji dla turystów, jednak jest głównym ośrodkiem turystyki górskiej w Albanii ze względu na położone koło niej góry oraz atrakcje przyrodnicze dookoła. Gdy przyjechaliśmy do wioski częściowo asfaltową drogą z licznymi mijankami z busami okazało się, że nie możemy otworzyć bagażnika. Na szczęście nie mamy go aż tak zabudowanego i po wyciągnięciu bagaży mogłam go otworzyć przeciskając się pod żelazną kratką od środka. Jaka była nasza radość, że wreszcie możemy się ulokować w wynajętym pokoju na poddaszu.

Po kolacji wybraliśmy się na spacer nad górską rzekę, ulubiona zabawa chłopaków to rzucanie kamieniami i budowa zapór.

Kolor rzeki jet niesamowity, dzieje się tak za sprawą kamieni leżących na jej dnie.

Kościół w Theth z końca XIXw.

Ogrodzenia z patyków i kopy siana, udeptywane coraz wyżej przy pomocy drabiny.

Mieszkanka Theth, która od urodzenia mieszka górach, warunki do życia są tutaj bardzo trudne szczególnie zimą, gdy drogi są nieprzejezdne. Mieszkańcy muszą być samowystarczalni jeść to co wyhodują i wytworzą sami.

Czy koziołki zasłużyły na smakołyk?

Zacięta walka trwała kilka minut.

Do Theth znają ścieżki trekkingowcy i zapaleni górscy piechurzy, którzy mogą skorzystać z gościnności Albańczyków. Młodzież z wioski Theth wie już jak zarobić na turystach, nauczyli się angielskiego w stopniu komunikatywnym, zakładają Facebooka, a na końcach ścieżek przy głównych atrakcjach sprzedają schłodzone napoje w walucie Euro.

W wiosce jest również kamienna wieża odosobnień – miejsce gdzie ukrywali się przed krwawą, rodową zemstą sprawcy przestępstw. Gjakmarrja – czyli albańska wersja wendetty była praktykowana w tych stronach od czasów plemiennych nawet do końca XX w. Zgodnie z jej zasadą w przypadku zabójstwa, zranienia lub znieważenia członka rodziny obowiązywało prawo zemsty, tym bardziej okrutne, ze mogło dosięgnąć dowolnego członka rodziny sprawcy. W obawie przed krwawym odwetem w wieży odosobnień ukrywali się wszyscy męscy członkowie rodu.

Następnym punktem wyprawy była godzinna wspinaczka do górskiego wodospadu.

simplelife

Tour the Albania – I dzień

Albania jest w 75% krajem górzystym dlatego przez 7 dni wędrowaliśmy po górach. Niewielki procent kraju zajmują niziny położone nad morzem, dlatego 3 dni offroadowej przygody 4×4 postanowiliśmy odpocząć nad Morzem Adriatyckim.

Samochód zapakowany, baniaki z wodą pełne, dach wypełniony po brzegi, wyjazd o godzinie 8.00 w kierunku Barwinka.

Pierwszy nocleg na trasie Polska – Albania mieliśmy w Chorwacji. Następnie w Czarnogórze w miejscowości Vusanje. Nocleg w domku kosztował 54 Euro, obsługa campingu „Eko Katun Rosi” przywitała nas miejscowym trunkiem, oczywiście był to domowej roboty mocny alkohol. Cena za nocleg zawierała śniadanie, a obsługa cały czas zadawała pytanie: is everything OK? widać bardzo im zależało na pozytywnej ocenie odwiedzających. Za nocleg pod namiotem na Campingu pobierana była opłata 10 Euro.

Rankiem przekroczyliśmy granicę z Czarnogóry do Albanii.

Góry Przeklęte tzw. Alpy Albańskie.

W pierwszym dniu docieramy do punktu widokowego.

Dotarliśmy na szczyt malowniczo wijącej się drogi.

Nie każdy punkt widokowy przynosi same przyjemne doznania.

Pierwsze tankowanie na stacji w Albanii i możliwość kupienia miejscowego przysmaku sporządzanego „nie wiadomo kiedy” – chętnych wśród nas – brak!.

„Prosty” manewr mijania w górach !

Kierujemy się do wioski Theth, wsi położonej w Parku Narodowym Thethit na wysokości około 700 m n.p.m.

simplelife