Wizyta w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia

Z podróży na Ukrainie przywiozłam wiele zdjęć miejsc i rzeczy, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Po raz pierwszy byłam na terenie Ukraińskiej Zony i wycieczkę będę pamiętać bardzo długo. Pierwszym miejscem, które odwiedzamy po rzekroczeniu kontroli paszportowej jest wieś Zalissia. Widzimy jak przyroda wkracza do miejsc, w których nie mieszka już człowiek.

Większość domów jest wykonanych z drewna z jaskrawo-niebieskimi okiennicami.

Wyobraźmy sobie, że przez ponad 30 lat nie kosimy naszych trawników, nie grabimy liści i nie wycinamy krzaków.

Na zwiedzanie miejsca tej katastrowy najlepiej udać się wczesną wiosną lub jesienią, gdy spadną liście, inaczej nie dałoby się ujżeć pozostałości po zabudowaniach.

Stare, spruchniałe drzewa spadają na dachy i mury opuszczonych domów.

Po ogrodzeniach zostają tylko metalowe elementy furtek.

Mech rośnie wszędzie, niektórzy mówią na niego: radioaktywny mech.

Ten niebieski kolor w połączeniu z białą elewacją bardzo mi się spodobał.

Tak mógłby wyglądać mój trawnik, jeśli przez 31 lat nikt by o niego nie zadbał.

To mroczne miejsce nigdy już nie będzie zamieszkałe przez ludzi.

Nie ma tu elektryczności, a mieszkańcami są tylko dzikie zwierzęta.

Wchodząc do strefy wykluczenia robimy to na własną odpowiedzialność, tutaj wszędzie czyha na nas niewidzialny wróg.

W każdej sekundzie może zawalić się dom, złamać się drzewo, zapaść studzienka…

Na swojej drodze możemy natrafić na niewidzialne i nieodczuwalne, ale zabójcze promieniowanie jonizujące mierzone w μSv.

Koniec części pierwszej, mrocznej, ale mniej strasznej niż zdjęcia porzuconych lalek, butów i masek.

simplelife