Wyprawa przez Ukrainę

Początek naszej wyprawy miał miejsce na przejściu granicznym w Korczowej. Czas oczekiwania na przekroczenie granicy miał wynosić od 3-5 godzin, do pierwszych bramek dotarliśmy po siedmiu godzinach, a strona Ukraińska trzymała nas jeszcze dodatkowe dwie godziny. Powodem zatrzymania nas przez Ukraińskich policjantów był nasz nóż, który zawsze bierzemy na wyprawy. Nóż został nam zabrany i kazano nam podpisać mnóstwo dokumentów w j. ukraińskim. Do Kamieńca Podolskiego dotarliśmy około dwunastej w nocy, biorąc pod uwagę, że na Ukrainie jest godzina do przodu.

Na kolację w hotelu było już za późno, nie byliśmy głodni, ponieważ w samochodzie zjedliśmy sporo kanapek z kotletem schabowym. Nocleg był w hotelu Kleopatra, dopiero rankiem mogliśmy zobaczyć jego bogato zdobioną elewację nie pasującą do reszty starego miasta. Wychodząc na zewnątrz hotelu wita nas bardzo nieprzyjemny zapach, od przewodnika dowiadujemy się, że nieziemski smród pochodzi z kotłów fermentacyjnych gorzelni.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy o godzinie 9.00 od Katedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Kamieńcu Podolskim.

Drogą przez Rynek Polski oglądamy Ratusz Polski z końca XIV wieku.

Robimy zdjęcie przy pomniku turysty..

I pijemy zaległą poranną kawę…

Idąc w stronę zamku widzimy starą dzwonnicę

Kamieniec Podolski można zwiedzać amfibiami oraz mikrobusami.

Do naszego celu, którym jest Stary Zamek podążamy się pieszo.

O ile dorośli nauczyli się oddychać w tym specyficznym powietrzem, o tyle dzieci mają już dość drogi w piekielnym smrodzie i słońcu, zostają przekupione magnesami na lodówkę, drewnianymi mieczami i strzelaniem z kuszy do celu.

Mapa kamieńca z 1684 r.

Aby dotrzeć do rynku w mieście trzeba przejechać przez jeden z mostów, za przejazd pobierana jest opłata przez parkingowego w wysokości 10 UAH.

Do zamku docieramy czterdziestometrowym mostem Tureckim, który w 2000 roku został wpisany na listę Word Monuments Watch jako jeden ze stu cennych zbytków świata, którym zagraża zniszczenie

 W zamku zwiedzamy bramę Lacką i Ruską, basztę Różaną i Papieską.

Oglądamy też studnię, do której zwiedzający wrzucali hrywny i banie. Aby zwiedzić zamek zakupiliśmy bilet, drobne hrywny, które wydał nam pracownik o nominałach 2 i 5 UAH, miały ślady pleśni, można się więc domyślać, że co jakiś czas są wyjmowane ze studni.

Z zamku jest dobry widok na cerkiew św. Jerzego na Polskich Folwarkach o jaskrawo niebieskich kolorach. Zwiedziliśmy również zamek w Chocimiu, usytuowany na wysokim, skalistym brzegu Dniestru.

W roku 2007 budowla została zaliczona do siedmiu cudów Ukrainy.

Cerkiew w pobliżu zamku w Chocimiu.

Forteca zamku i most.

Fragmenty murów obronnych.

Dziedziniec zamku.

Na parkingu przykro było patrzeć na wygłodniałe psy, głównie suki karmiące bardzo długo swoje szczenięta ze względu na głód. Pies bardzo sprytnie wyciągał worki ze śmieciami rozrywał zębami i wylizywał resztki jedzenia.

Tutaj zajadały się resztkami naszych kanapek. Walka o przetrwanie w tych trudnych warunkach trwa.

Po zwiedzeniu twierdzy udaliśmy się drogami szutrowymi do granicy z Mołdawią.

Tutaj nie było kolejek, ale straży granicznej i celnikom nie spieszno było nas odprawić.

Na przejściu granicznym za to chętnie przywitała nas suka ze szczeniętami, która podchodziła do każdego samochodu i grzecznie sępiła o jedzenie.

Tak pożegnaliśmy na razie Ukrainę z jej pięknymi zabytkami, kiepskimi drogami i przekupnymi policjantami.

simplelife